* Z perspektywy Connie *
- Ellie! Do jasnej cholery gdzie Ty jesteś! - krzyknęłam do telefonu. W odpowiedzi usłyszałam tylko głośny śmiech i dźwięk odkładającej słuchawki. Miałam już tego dosyć.. Ellie była moją najlepszą przyjaciółką, ale gdy zawsze zbliżała się jakakolwiek impreza to szczerze mówiąc nie uśmiechało mi się z nią wychodzić. Zawsze po 10 minutach znikała gdzieś w tłumie. A ja? Jestem spokojną osobą. Nie przepadam za imprezami, słucham rodziców i dobrze się uczę. A raczej uczyłam, bo odkąd mieszkam w Londynie udzielam jedynie korepetycji polskim rodziną i pracuje w empiku. Dałoby się z tego wyżyć, ale wsparcie mamy jest mi również potrzebne. No dobra wracając do Ellie. Jak zwykle zniknęła po paru minutach a ja głupia stałam pod klubem rozglądając się na boki. Było grubo po 23. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co mam zrobić. Do domu daleko, a na marginesie nie mam zamiaru targać się po parku o tej porze. Postanowiłam wrócić do klubu i ostatni raz poszukać dziewczyny. Zapach alkoholu zmieszany z dymem papierosowym dotarł do moich nozdrzy, gdy ponownie pojawiłam się w tłumie tańczących osób.
- Ellie! - krzyczałam rozglądając się we wszystkie możliwe strony z nadzieją, że znajdę przyjaciółkę. Ostatni raz spojrzałam w bok i.. tak znalazłam ją. Zmierzając w stronę czerwonej sofy na której siedziało parę osób, myślałam o tym co powiem Ellie jak wytrzeźwieje. Nie żeby coś, ale miałam ochotę ją zjebać za to, że znowu mnie zostawiła.
- Ellie Smith! Do jasnej cholery co Ty wyprawiasz?! - warknęłam odrywając dziewczynę od jakiegoś chłopaka.
- Znamy się? - wymamrotała chłodno odwracając się do mnie przodem. Dopiero teraz zorientowałam się jaka jestem głupia. To nie była Ellie.. No brawo Connie.
- J-jaa przepraszam, najwyraźniej pomyliłam Cię z moją przyjaciółką. - posłałam dziewczynie sztuczny uśmiech.
- Huh, zostawiła Cię i pewnie pieprzy się z kimś w lesie, tam lepiej poszukaj. - Wychyliłam się za brunetkę. Zmarszczyłam brwi patrząc na autora słów, które oskarżały moją przyjaciółkę.
- Hej, Ciebie nikt nie pytał o zdanie. Nie masz prawa tak o niej mówić. - warknęłam krzyżując ręce na piersi. Chłopak zaśmiał się sarkastycznie obracając na pięcie. Usiadł na sofie popijając kolejny, bo pewnie nie pierwszy łyk swojego piwa.
- Dobra mała spadaj, bo nie wiesz jakie oni rzeczy robią jak się wkurzą. - pokazała kciukami za siebie. Dopiero teraz dostrzegłam siedmiu chłopaków i dwie dziewczyny siedzą pod ścianą.
- Jakoś się ich nie boję. - wywróciłam oczami.
- Ale racja lepiej pójdę. Jeszcze raz przepraszam. Na razie. - obróciłam się idąc w stronę wyjścia. Wyszłam na totalną idiotkę. Ta dziewczyna prawie ruchała się publicznie. Sorry, że tak to ujmę, ale inaczej się nie da. Dobra noooo.. Będę kulturalna. "Obściskiwała się". W sumie nie mogłam podejrzewać o to El. Zawsze lubiła imprezować i miała słabą głowę, ale nigdy nie posunęłaby się do takich czynów z obcym chłopakiem. A co mi wiadomo, na razie była wolna. Ugh. Connie, Connie, Connie.. Teraz pewnie mają ze mnie niezłą polewkę..
* Z perspektywy Harry'ego *
- Ej, Susan wszystko gra? - Luke przechylił się w lewą stronę, by spojrzeć na kogo brunetka patrzyła.
- Tak. Już jest ok. - zaśmiała się, jednocześnie zajmują miejsce na moich kolanach.
- Z kim gadałaś? - zapytał Zayn, podchodząc do naszego stolika z kolejnym piwem.
- Jakaś idiotka pomyliła mnie ze swoją przyjaciółeczką. Byś widział jak Harry ją zgasił. Mała się nieźle wkurzyła. - zadrwiła wiercąc się na moich kolanach, w sposób czego, w spodniach zaczęło mi się robić coraz ciaśniej. Jak widać wyczuła to.
- Hej skarbie. Nawet się nie rozkręciła. - powolnym ruchem przejechała językiem po swojej dolnej wardze.
- Stary, ogarnijcie się i chociaż nie ruchajcie publicznie. - westchnął Luke.
- Nawet nie wiesz ile razy już to robiliśmy. - puściłem mu oczko, kładąc ręce na pośladkach dziewczyny.
- No kurwa.. Wiesz Ty co. Żeby na żywe porno mnie nie zawołać. - pokręcił głową na co wybuchnąłem śmiechem.
* Z perspektywy Connie *
No i do jasnej cholery co ja mam teraz robić?! Jestem taka wkurzona, że jak spotkam Ellie nie daruje jej tego. Jedynym wyjściem był powrót do domu. Ale widok ciemnego parku sprawił, że obleciał mnie strach. Dobra. Spokojnie. Dam radę. Może jak zginę El będzie miała nauczkę na przyszłość. Przełknęłam głośno ślinę zdejmując szpilki. Powolnym krokiem zbliżyłam się do parku. Nawet nie spostrzegłam kiedy znajdowałam się w głębi lasku. Idąc znajomą drużką modliłam się w duchu, by nie wpaść na jakiś zboczeńców czy co gorsza morderców. Po dziesięciu minutach moje nogi zdrętwiały. Nie miałam ochoty iść, zaczęło kręcić mi się w głowie. Jedyne o czym marzyłam to zimny prysznic i moje zajebiście wygodne łóżko. Drugi raz przeklnęłam swoje życie tego dnia. Po co w ogóle szłam na tą imprezę wiedząc, że jak zawsze będę zmuszona wracać hektar na nogach sama. Diana Ty idiotko.. Rozmyślając usłyszałam szelest i jakieś głosy. Męskie głosy. Serce podskoczyło mi do gardła a nogi miałam jak z waty. Byłam przerażona chociaż nie wiedziałam co się stanie. Może po prostu to zwykli chłopacy wracający jak ja z imprezy, ale nie. Jestem taka głupia, że w mojej głowie siedział tylko jeden wyraz. MORDERCY. Tak, tak.. Byłam straszną panikarą, ale nie dawałam tego po sobie poznać.
- Ulala zobacz stary kogo my tu mamy. - momentalnie się obróciłam. Moim oczom ukazały się trzy męskie postacie. Chłopaki mogli mieć około 20 góra 23 lata.
- Coś widzę, że samotna jesteś. - szatyn podszedł bliżej mnie uśmiechając się łobuzersko.
- Oh Daniel.. Ja tam nikogo nie widzę więc musi być sama.- zaśmiał się któryś. Nie patrzyłam kto. Moje oczy skupiały się na szatynie. Na pierwszy rzut oka wydawał się groźny.
- To jak maleńka. Zabawimy się trochę co? - splunął na ziemię przydeptując miejsce butem, co sprawiło, że przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Czułam jego oddech na swojej skórze.Sam alkohol i papierosy. Z obrzydzeniem odsunęłam się od niego. Nie wiedziałam już sama co mam robić. Pierwsza i chyba najlepsza opcja to ucieczka, ale jakoś moje nogi odebrały mi posłuszeństwa. Ledwo cofając się poczułam jak się kołyszą. Jakbym miała upaść.
- O no zobaczcie jaka nieśmiała. - zaśmiał się.
- I niewinna.
- Pewnie jest dobra w łóżku. - poruszył brwiami na co cała trójka wybuchła śmiechem.
- Zaraz się przekonamy. - potarł o siebie ręce łapiąc mnie za ramię. Już miałam zacząć krzyczeć, ale w tym samym czasie ktoś mi przerwał.
- Daniel, zostaw ją. - usłyszałam donośny głos. Momentalnie po moim ciele przeszły dreszcze.
- Nie słyszałeś? Mam jakoś specjalnie powtórzyć dla Ciebie. Puść ją jak jeszcze kiedykolwiek chcesz kogoś przeruchać. Bo jeśli tego nie zrobisz to wiesz. - zaśmiał się robiąc z palców gest pistoletu, którym strzelił sobie w głowę. Szatyn ponownie splunął na ziemię puszczając mnie na co pawie upadłam.
- Następnym razem nie będę powtarzać. - uśmiechnął się spoglądając na mnie. Dopiero teraz dostrzegłam kim był. To ten sam chłopak, co parę minut temu obściskiwał się z jakąś dziewczyną w klubie.
- Rozumiem Harry, że lepszy towar chcesz zatrzymać dla siebie. No dobra Styles, ale kolejna jest moja. - poklepał bruneta po ramieniu odchodząc w głąb lasku.
- Chłopaki.. - zwrócił się do pozostałych dając im gest głową, by poszli za nijakim Danielem. Nie minęła sekunda, a odeszli. Zostałam tylko ja i.. Harry? Harry Styles? Skoro tak do niego mówiono, to chyba tak powinnam się do niego zwracać.
- Mama Cię nie ostrzegała, że lepiej nie chodzić po nocach? - zadrwił przybliżając się do mnie.
- Haha. - zaśmiałam się. - Policja nie ostrzegała Cię, że za gwałt można trafić do więzienia? Bo patrząc na Ciebie wnioskuje, że nie raz byłeś na komendzie.
- Wiesz, że książki nie ocenia się po okładce? - przeczesał palcami swoje połyskujące w świetle księżyca loki.
- Oh wybacz, że zraniłam Twoją dumę.
Patrząc na zachowanie Twoje i Twojego gangu można.. - chciałam poprawić, lecz śmiech chłopaka przerwał mi tę czynność.
- Gang? Jakbyś w ogóle wiedziała co to jest maleńka.
- A żebyś wiedział, że wiem. I Ty pewnie też, bo sam go prowadzisz. - wywróciłam oczami.
- Twierdzisz, że posiadam gang? - łobuzersko się uśmiechnął. Chwilę zastanowiłam się nad tym zmierzając go od stóp do głów.
- Na morderce nie wyglądasz. Ale na jakiegoś pojebanego dresiarza? Tak. - zakpiłam. Chłopak zrobił poważną minę.
- Tylko się nie popłacz. - kontynuowałam na co Harry złapał mnie za ramię przyciskając mocno do drzewa.
- Odezwij się jeszcze raz tak do mnie, a rozważę propozycję założenia gangu i obiecuję, że będziesz moją pierwszą ofiarą. - powiedział przez zaciśnięte zęby. Szczerze mówiąc może źle go oceniłam. Ale po wydarzeniu sprzed paru minut nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Po raz drugi w tym dniu, przepraszam za zranienie Twojego serca maleńki. - poklepałam go wolną ręką po ramieniu.
- Jebana idiotka. - szepnął prosto w moje usta a ja lekko się zaśmiałam. Fakt zabolało mnie to, ale nie miałam zamiaru mu tego pokazywać.
- Ale w sumie jest coś w Tobie, co sprawia, że mam ochotę Cię wyruchać. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Tu i teraz słońce. - wyszeptał rozluźniając uścisk.
- Przykro mi panie Styles. Śpieszę się. Może innym razem się skuszę. - wywróciłam oczami biorąc swoje szpilki i zmierzając ku wyjściu.
* Z perspektywy Harry'ego *
- Pieprzona suka. - szepnąłem pod nosem patrząc jak odchodzi. Mój wzrok zjechał niżej, na jej tyłek. Uhuhuh. Był nieziemski. O wiele lepszy niż Susan. Teraz już wiem czemu Daniel tak bardzo chciał się nią zabawić. Wyciągnąłem z kieszeni telefon wybierając numer.
- Hej Susan. Lasek w parku, za fontanną. Muszę się odstresować.- wyszeptałem do słuchawki. Nie musiałem długo czekać a dziewczyna w ciągu trzech minut pojawiła się przy mnie.
- Nie mogłeś już wytrzymać prawda? - zaśmiała się odpinając sweterek.
* Z perspektywy Connie *
Wiedziałam, że trafię na zboczeńców. Ale nie myślałam, że aż tak obrzydliwych. Na samą myśl o mojej rozmowie z Harrym robiło mi się niedobrze. Miałam chęć zwymiotowania tych wspomnień. Szłam już przez dobre dziesięć minut. Wiedziałam, że powrót zajmie mi gdzieś z godzinę lub dwie, dlatego z samego rana miałam zamiar zabić Ellie..
Idąc przez kolejne dwadzieścia minut spoglądałam na zegarek. Tak bardzo pragnęłam być w swoim ciepłym łóżku. Po chuja w ogóle poszłam na tą imprezę? To pytanie nie dawało mi spokoju. Moje myślenie przerwał głośny pisk opon samochodu, który zatrzymał się przede mną. Jedyne co teraz czułam to strach. Ale widząc otwierającą się przyciemnianą szybę i wzrok znajomej mi osoby, obległo mnie obrzydzenie. Harry.
- Masz zamiar iść pieszo? - wyszedł z samochodu zbliżając się do mnie.
- A zabronisz mi? - wywróciłam oczami.
- Nie rób tego bo to wkurwiające. - warknął.
- Niby co?
- Te Twoje wywracanie oczami. - zrobił ten sam gest. Zaśmiałam się.
- Styles. Weź się odpieprz bo nie mam zamiaru szukać znowu jakieś riposty, którą jak zwykle Cię zgaszę. - puściłam mu oczko przekładając cały ciężar na lewą nogę. Chłopakowi najwyraźniej opadła szczęka.
- Mówisz? - odezwał się po chwili.
- Czy naprawdę sądzisz, że możesz ze mną wygrać? Zrobię z Tobą tylko co będę chciał. - przycisnął mnie do maski samochodu przytrzymując moje nadgarstki.
- Jakoś szczególnie się Ciebie nie boję. - zadrwiłam.
- A powinnaś. - uśmiechnął się łobuzersko. Czubkiem nosa przejechał po mojej szyi, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Próbowałam go odepchnąć mimo, że nawet mi się to podobało.
- Nie wierć się słońce, dopiero się rozkręcam. - momentalnie wpił się z moją szyję na co cicho jęknęłam. Przygryzł ją i przyssał się do niej chyba najmocniej jak potrafił. Rozluźnił uścisk. W tym momencie położyłam ręce na jego torsie mocno go odpychając.
- Na prawdę chcesz bym był ostry? Twierdzę, że należy Ci się choć odrobina delikatności.
- Oj dziękuję panie łaskawy. - zaśmiałam się sarkastycznie trzepocząc rzęsami.
- Spieprzaj już, nie mam na Ciebie czasu. - wywróciłam oczami.
- Suka. Ale i tak bym mógł Cię przeruchać. - szepnął oblizując usta.
- Ohhh, ale jesteś delikatny.
- Dla Ciebie zawsze maleńka. - ponownie złapał za moje nadgarstki, kładąc mnie na maskę.
- Puszczaj idioto! - próbując się wyrwać delikatnie kopnęłam go w krocze. Chłopak tylko cicho jęknął z bólu i położył się na moim rozgrzanym ciele.
- Gra wstępna? - szepnął zniżając się do mojej szyi. Ponownie zaczął ją całować najostrzej jak tylko mógł na co z moich ust wydobywał się cichy jęk. Wierciłam się czując obrzydzenie. Może i mi się podobało, ale Harry pewnie robił to każdej dziewczynie.
- Przestań! - krzyknęłam, ale zignorował. Miałam chęć uderzenia mu prosto w twarz, bo zachowywał się jakby mógł robić co tylko chce z dziewczynami, ale nie. Nie byłam żadną dziwką. A na pewno nie jego. Loczek z głośnym mlasknięciem oderwał się od mojej szyi rozluźniając uścisk. Ponownie się wyrywając, warknęłam na niego.
- Jesteś kompletnym idiotą! Nie masz za grosza szacunku do dziewczyn, zejdź mi z oczu. - ostatni raz spojrzałam na niego. Tak bardzo chciałam przyjebać mu prosto w te jego słodkie policzki.. Czekaj wróć, co? Powiedziałam słodkie? Nie, nie, nie. Wywal to z pamięci.
- Może Cię podwieź? Czai się tu sporo dziwnych typów. - krzyknął, gdy byłam już daleko.
- Na pewno nie tak dziwnych jak Ty. - odkrzyknęłam. Za kogo on się uważa? Że może robić ze mną co tylko chce? Hahah śmieszne. Zachowuję się jak zwykły pieprzony dzieciak. Przeklinam ten dzień. Dosyć, że wracam sama do domu na pieszo to jeszcze musiałam poznać tego debila..
- Skarbie, a może jednak? - znowu ten głos. Miałam go już kompletnie dosyć. Najchętniej związałabym go i znęcała się nad nim. Albo wysłałabym go do piekła, ale nie. Ja tam pracuję i nie chciałabym widzieć jego mordę codziennie. Boże zabierz go stąd..
- A może jednak nie? - zaśmiałam się sztucznie spoglądając z lewą stronę. Dostrzegłam jego burzę loków wystających zza otwartej szyby. Jechał stosując się do mojego tępa. Nerwowo przebierałam nogami zaciskając prawą rękę w pięść. Ostrzegam Cię Styles, jeden krok a zapierdole Cię na miejscu.
- Może wolisz, żebym Cię siłą zabrał? - uśmiechnął się. Dopiero teraz dostrzegłam jego zarys dołeczków. Wyglądały nieziemsko. Idealnie komponowały się z jego śnieżnobiałym uśmiechem. Szkoda tylko, że jego charakter wskazywał, że jest tępym chujem.
- Nie jestem Twoją zabaweczką Styles. Weź się odpierdol. Uwierz mi, że oboje się z tego ucieszymy.
- Dobra, dobra. Wolisz wracać na piechotę? - zapytał. Zatrzymałam się nachylając tuż nad nim. Chłopak odpiął pas przybliżając swoją twarz do mojej.
- A jeśli tak to co? Wole iść na pieszo niż jechać w jednym samochodzie z jakimś zboczeńcem, który za parę zakrętów mnie zgwałci. - w jego oczach mogłam dostrzec tryskające pioruny. Był nieźle wkurwiony. Brawo Connie, udało Ci się go wkurzyć. Oklaski, może dajcie mi od razu Nobla.
- Jesteś zwykłą idiotką. Wsiadaj. Chyba wolisz, żebym ja Cię wyruchał niż jakiś pojebany pedofil co? - wypowiedział przez zaciśnięte zęby. Spojrzałam w bok. Dostrzegłam grupkę zbliżających się osób. Byli dość głośno. Stwierdziłam, że są pijani.
- Pierwsi już idą. - zaśmiał się. A ja kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Opcja pierwsza: wsiąść do samochodu Harry'ego, którego chociaż odrobinę znałam - nie cieszył mnie ten fakt - i wiedziałam jak doprowadzić do tego, by zranić jego dumę. Opcja druga: zostać. Stałam jak wryta. Harry się tylko łobuzersko uśmiechał. Z nerwów przygryzłam wargę. Chwila zastanowienia i wybrałam opcję..
_
Cześć skarby :) x postanowiłam założyć bloga o Harrym i Connie. Harry w tym opowiadaniu nie jest sławny, podobnie jak reszta chłopaków. W każdym rozdziale będzie występować dużo wulgaryzmów oraz scen +18. Więc jeśli opowiadanie nie przypadnie Ci do gustu, to kliknij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu. Jeśli jednak zainteresują Cię przygody bohaterów, to bardzo się cieszę ;) Swoją opinie wyraź w komentarzu. / Pierwszy rozdział już jest. Nie wiem czy kontynuować więc pytam otwarcie. CHCECIE DRUGI ROZDZIAŁ? Chcecie dowiedzieć się jaką opcję wybrała Connie? No to czekam na opinie buziaki :3
*nagłówek wykonała wspaniała @nathalienatiie. DZIĘKUJĘ <3.